Stanisław Baj – Światło i woda

Jacek Sempoliński w swych dziennikach przywołuje wypowiedź Stefana Gierowskiego, który po uważnym obejrzeniu w Ermitażu „Syna Marnotrawnego” Rembrandta miał oznajmić, wskazując na ciepłą smugę światła u stóp klęczącego młodzieńca: ja maluję wyłącznie to.

Przypatrując się ostatnim obrazom Stanisława Baja dochodzę do przekonania, że artysta zmierza ku nowym brzegom. Płynącą wodę Bugu przenosi jakby w inny wymiar. Wiodącym nurtem rzeki staje się bowiem światło, to rzeczywiste i to bijące już własnym, chciałoby się powiedzieć mistycznym blaskiem.

Fascynacja artysty światłem oddala od siebie brzegi Bugu, rzeka staje się w coraz większym stopniu abstrakcyjnym tworem, platformą dla świetlistych nawarstwień, areną gry jasnego z ciemnym, ducha z materią. Baj wciąż obawia się dominacji światła w swych obrazach, stara się porządkować, dyscyplinować mgliste rozmywanie się w nich rodzimego krajobrazu. Widać, że ciągle jeszcze chce twardo stąpać po swojej ziemi, potykać się o jej kamienie, które nieprzypadkowo chyba maluje jako samoistne twory.

A jednak proces coraz silniejszego syntetyzowania krajobrazu, oddawanie pola lśniącej poświacie, staje się faktem, gdyż potrzeba malarskiego rozpłynięcia się w brzasku poranka czy zmierzchu dnia najwyraźniej nie daje artyście spokoju. To może nie jest proces teleologicznie ciągły, progresywny, ale jest dostrzegalny, mimo że artysta broni się przed nim, bawiąc się niekiedy świetlistością, narzucając jej wręcz sceniczne funkcje, gdy opada ona niczym kotara, przysłaniając częściowo swym jasnym całunem nadbużański pejzaż. Baj niekiedy tę zasłonę ścieśnia, wciska w szczeliny, jakby dla własnego spokoju chciał ją uwięzić w jaskrawym snopie.

Ale czy światło ostatecznie nie pociągnie artysty za sobą i nie stanie się zaczynem nowego rozdziału w jego malarstwie? Może niedługo Stanisław Baj zacznie się powoli spowiadać z grzechu oddalania od własnej krainy, tej zgłębianej dotąd cierpliwie, latami, z perspektywy bezpiecznej, oswojonej, własnej. Pokusa bardziej transcendentnego spojrzenia wydaje się mu obecnie bliższa niż dotąd.

Jerzy Wojciechowski
Vellano, 4 lipca 2019