Instytut Teatralny: Dziedziniec pogan 2015

Wciąż czasem można usłyszeć, że teatr to misterium. Niektórzy powtarzają ciągle, że dzięki teatrowi możemy przybliżać się do Tajemnicy; że bez „metafizyki” przestaje być on czymkolwiek znaczącym i potrzebnym. Za tymi enigmatycznymi stwierdzeniami kryje się poważny problem, z którym w dziejach chrześcijaństwa mierzyli się teologowie. Czy sztuka jest w stanie przybliżać nas do Boga? Czy też na drodze do Stwórcy, Zbawiciela i Ducha stanowi raczej przeszkodę? Bez wątpienia zdarzają się bowiem wytwory ludzkiej artystycznej działalności, których kontemplacja niszczy możliwość spotkania z boską Tajemnicą. To idole, często obdarzane estetyczną czcią. Nie są one koniecznie dziełami preparowanymi z diabelskiej inspiracji czy ludzkiej próżności. Idol jest tak naprawdę zapisem boskości na miarę ludzkiego spojrzenia. Niedoskonałym, bo wychodzącym od człowieka i ostatecznie do człowieka zwracającym się ponownie. Przez wyłączny kontakt z idolami niemożliwa jest theosis – owo wspaniałe przebóstwienie, jakie przepowiadali Ojcowie Kościoła. Pytanie tylko, czy cała sztuka musi być z konieczności idolatryczna? Czy teatr musi być z konieczności idolatryczny?

wstęp wolny

BOJAŹŃ I DRŻENIE – DOŚWIADCZENIE BOGA CZY ACEDIA?

W Psalmie 55 znajdują się znane słowe: „Boże… Moje serce drży we mnie i ogarnia mnie lęk przed śmiercią…”. Bojaźń i drżenie towarzyszyły myśleniu o śmierci – i to na długo przed Kierkegaardem. Dawniej sądzono, iż śmierć jest probierzem chrześcijańskiej wiary. Dziś bywa pewnie przede wszystkim ostatecznym odsłonięciem bezsensownego bezruchu acedii. Jak owo zagłuszanie wygląda dziś w teatrze?

Można np. twierdzić, że „królestwo śmierci istnieje, ale jest niczym”. To dość wygodna konstatacja dla próbujących dziś w sobie zagłuszyć lęk przed śmiercią! Niezdolność do wiary w życie pośmiertne może mieć coś wspólnego nie tyle ze strachem przed śmiercią, co z lękiem przed theosis. Ikona jest oknem, za którym znajdować się powinna boska rzeczywistość. Nie każdy ma jednak odwagę, by przez to okno przeskoczyć. Zbyt często myślimy o łasce jako o martwej ciemności. Niezdolność do wiary związana jest nie tyle ze strachem przed śmiercią, co z lękiem przed theosis. Ikona jest oknem, za którym znajdować się powinna boska rzeczywistość. Nie każdy ma jednak odwagę, by przez to okno przeskoczyć. Zbyt często myślimy o łasce jako o martwej ciemności.
Powtarzamy za postmodernistami, że wiary już nie ma, że pozostał po niej, jak mówi Vattimo, co najwyżej „ślad śladu”. bo zgodnie z dzisiejszymi modami na „głębię” nie wiara dążąca do przebóstwienia, lecz hołubienie wątpliwości za wszelką cenę zdaje się ważyć więcej. Czyż nie jest to fałszywa postać drogi negatywnej w teologii? Apofatyka, która do Boga nie prowadzi, z konieczności zajmować się musi zamkniętymi w sobie marnościami ludzkiego doświadczenia i języka. Bo przesilona wątpliwość nie może stać się, jak mówi o wierze w Chrystusa autor Listu do Hebrajczyków, „poręką tych dóbr, których się spodziewamy, dowodem tych rzeczywistości, których nie widzimy” (Hbr 11,1). Przesilona wątpliwość na pewno bowiem nie jest zaufaniem.

Czy każe wątpienie trzeba uznać za wartościowe? Co może dziś zdziałać w teatrze wierzący chrześcijanin? Czy ma przyjmować już tylko „ślad śladu”? Czy jednak starać się wierzyć, mimo poszukując prawdy (nawet jeśli zewsząd powiadają, że jedynej prawdy nie ma). Czy można jeszcze dziś szukać prawdy w teatrze?
Cóż jednak miałoby oznaczać owo szukanie (jedynej) prawdy? Dostojewski pisał w znanym liście do Natalii Fonwizinej: „Należy wierzyć, że nie ma niczego piękniejszego, głębszego, milszego, mądrzejszego, odważniejszego i doskonalszego od Chrystusa. Więcej, jeśliby mi ktoś udowodnił, że Chrystus jest poza prawdą i rzeczywiście okazałoby się, że prawda jest poza Chrystusem, to wolałbym pozostać z Chrystusem niż z prawdą”. Teatr w ostatnich latach intensywnie zajmował się poszukiwaniem prawdy w nędzach i cierpieniu ponowoczesnego świata. Czynił to zwykle bez Chrystusa, a czasem z Chrystusem jako ideologiczną podpórką, którą miała się karmić przesilona wątpliwość. Czy teatr ma nam zatem do zaproponowania już tylko quasi-misteria? Trzeba mieć nadzieję, że nie. W końcu odnajdowanie i kontemplacja ikon zależą także od naszego – widzów wychylającego się ku theosis – przebóstwieniu – spojrzenia. Tak trudno jednak o nie, gdy wzrok zmuszony jest wciąż zatrzymywać się na kenotycznej idolatrii.